A gdyby tak wszystko rzucić

Odmierzam upływ czasu zapisując kolejne pomiary cukru w kocim notesie i dziś z przerażeniem zauważyłam, że jest już połowa października a ja nie byłam na prawdziwym urlopie w tym roku. Nie licząc 5 dni w Paryżu, które wprawdzie dały mi bardzo dużą dawkę oddechu muzealno-spacerowego, ale jednak trudno to uznać za urlop resetujący głowę.

Od lat, od zawsze nawet, marzą mi się Bieszczady i ciągle tam nie mogę dotrzeć. Tak zazdroszczę ludziom, którzy po prostu pakują plecak i jadą tam. A mi się wydaje, że te Bieszczady są w jakiejś innej czasoprzestrzeni, do której ja nie umiem znaleźć dostępu. Potrzebny mi przewodnik. Najlepiej taki krok po kroku. A z drugiej strony nie czynię żadnych kroków, żeby przybliżyć się do tych Bieszczad, albo chociażby do tego przewodnika. Może to po prostu jeszcze nie czas. Może w końcu się to samo zadzieje.

nieokreslona 19.10.2017, 12:42

Kto raz pójdzie w góry i je pokocha.. pokocha je na zawsze. Bierz jakiegoś kompana, nawet nie przewodnika. Czasami zgubić się we dwoje nie jest zle.

Tęsknię. Za górami, za oddechem lasu. Za szumem drzew. Poczekam do wiosny...

donpepego 16.10.2017, 13:26

z ubiegłego wieku został mi po byku sentyment do Bieszczad(ów), mam wrażenie że jakbym tak teraz - co jest w miarę osiągalne - wymiksował się z kieratów na 3 dni i tam po prostu pojechał, to mogłyby puścić jakieś tamy, jakieś sznurki co mnie teraz trzymają jak baleron w jednym kawałku. choć kto wie - może przez ten czas ustabilizowałem się w mentalny baleron, który i bez sznurków zostanie jaki jest?..

exlibra 15.10.2017, 21:01

a wiesz, że wyraz "zadzieje" oznacza również "zagubi" więc niczego fajnego bym się nie spodziewała po zadzianu się :(

"siedź w kącie, aż cię znajdą" jest już dawno nieaktualne i dlatego trzeba zrobić ten pierwszy krok, nawet jeśli bardzo się nie chce

P.S. znam tę grę w "najtrudniejszy pierwszy krok" i czasem udaje mi się nawet wygrać ;)