Jak ja nie cierpię Świąt, a one nieuchronnie się zbliżają.

Listopad i grudzień to mi przeleciały tak szybko, że nawet nie wiem co robiłam. Dość już mam tego 2017. Zmęczył mnie straszliwie. Zawsze pod koniec roku wydaje mi się, że świat zmierza ku zagładzie i że nic nie ma sensu, ale w tym roku to chyba naprawdę nie ma sensu. Na szczęście po Świętach mam wolne i zamierzam w sposób intencjonalny i świadomy absolutnie nic nie robić. Może mi pomoże.

Od kilku dni nie opuszcza mnie wspomnienie tamtego późnego lata, kiedy gdzieś w opuszczonym i już prawie upadłym ośrodku wczasowym pod Tomaszowem całymi dniami nad brzegiem basenu czytaliśmy: ja "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)" a On "Kubusia Fatalistę". I czytaliśmy sobie co zabawniejsze fragmenty na głos i się śmialiśmy razem. A wieczorami w pokoju słuchaliśmy radia i sąsiadów, grających na balkonie w brydża. Rano, zanim ktokolwiek się obudził, zbierałam grzyby i potem smażyliśmy na nich jajecznicę. Czas wtedy nie istniał. Takie wspomnienia utwierdzają mnie w przekonaniu, że dobrze teraz robię, mimo że prawie wszyscy się dziwią i prawie nikt nie rozumie.

donpepego 08.01.2018, 13:57

Szczegóły nieco inne, ale w bardzo podobnych kształtach dni późnego lata mi się przypomniały moje niegdysiejsze, stagnacyjno-wakacyjne poza czasu nawiasem.
"Trzech panów..." to jedna z dzikiej hałastry książek poleconych przez Mamę - perełka!
Trwałego utwierdzenia życzę, żeby się pod rzeczywistością nie ugło zanadto.

volver 23.12.2017, 13:23

Incepcje bardzo lubię i też nie jeden raz. A z przeszłością pogodziłam się, chyba nawet zbyt dosłownie, co sprawiło że się przedostała do teraźniejszości :)

exlibra 23.12.2017, 01:00

P.S. Gorąco polecam film Incepcja. Nie jeden raz, ale kilka razy trzeba go obejrzeć. Pomaga pogodzić się z przeszłością.

exlibra 23.12.2017, 00:21

Gdyby nie było tej całej krzątaniny przedświątecznej, to depresja jesienno-smogowo-zimowa zamuliłaby większość obywateli, a tak biegają spoceni po sklepach, stroją choinki i siebie, umawiają się, odmawiają coś, spotykają z kimś, a po tym całym rozgardiaszu, jeszcze przez dobry miesiąc omawiają jak było i obgadują kto z kim, gdzie i dlaczego był, a słońce wiosenne już tuż tuż więc depresja a kysz jak pod miotłę mysz. To tak w skrócie ;)

Czasem nie wiem czy dobrze jest żyć wspomnieniami. Niedawno poradziłam: żyj teraźniejszością, nie przeszłością. Ciekawe, że w ogóle nie pomyślałam o przyszłości. Czyżby mi też udzielił się pomysł, że przyszłości nie ma i nie będzie? Właściwie istnieje TYLKO teraźniejszość. Kiedy ona minie, to znów jest teraźniejszość, nie przyszłość. Wniosek: przyszłości nie ma. Przeszłości zresztą też już nie ma. Jeśli więc mamy gdzieś być, to jedynie teraz. Poza teraźniejszością nic nie ma. Dla mnie to optymistyczne odkrycie :)